Ponieważ najstarszy syn, a mój ojciec urodził się w styczniu 1919 roku i wiedziałam, że babcia w czasie I wojny działała w RGO jako ochotniczka jeszcze w stanie panieńskim, zakładałam, że ślub musiał być w początkach 1918 roku. W archiwum USC powiedzieli, że w tym roku w parafii św Aleksandra ślubu takiego nie było (Przytulisko działa do dziś dnia jako kaplica tej parafii), podobnie w parafii Ewangelicko-Augsburskiej.
Wizyta w kościele Św Krzyża zakończyła się również fiaskiem - bardzo uprzejma pani w kancelarii poleciła mi wyciągnąć jedną z ksiąg stojących w szafie na poziomie podłogi i wskazała zydelek w kącie, gdzie mogłam usiąść. Księga jest w fatalnym stanie, pognieciona, powyrywane karty, zapisy niechronologiczne - nic nie znalazłam i przyjęłam, że o ich ślubie będę tylko wiedziała, że był. Bez znajomości daty, nazwisk świadków ani żadnych szczegółów.
Miesiąc temu mama dała mi obrączkę mojej babci, jako bardziej moją pamiątkę niż jej. W środku złotego krążka wygrawerowany napis Staś 31/X 1917.
Ponowna wizyta w archiwum USC i wreszcie jest metryka. Ślub zapisany w parafii panny młodej, a odbyty w Przytulisku, terytorialnie parafii pana młodego.
Gdyby nie mały złoty pierścionek nigdy nie wiedziałabym, że brałam ślub równo 50 lat po moich dziadkach w tej samej kaplicy co i oni.
